Reviews Live in Moscow

José is yet another wonderful example of the vitality of
the Portuguese scene. He and his brother, João, belong to
the most interesting personalities on the avant-garde
scene of Lisbon.

As the liner notes explain: “Everything in a Nau Quartet
(the brothers José and João Lencastre plus 2/3 of RED
Trio,  Rodrigo Pinheiro and Hernâni Faustino) concert
is improvised, beneting from a stage situation. Here
we nd the Portuguese musicians when they played live
in Russia” in the legendary DOM in Moscow, “precisely
the situation they fulfill best.” The music is, as said.,
free improvised, but strongly rooted in the tradition of
the cool jazz: alto phrasing “sometimes reminding us of
Lee Konitz and Paul Desmond, while Pinheiro’s piano
has references in Thelonious Monk, Lennie Tristano,
Cecil Taylor and Paul Bley, with something of Messiaen
and Ligeti in the mix”.

There are four tracks in the set: the starting “Water
Vodka” begins with a short alto cadenza, and develops
into a wonderful free ballad, with great piano lines and
an impressive work of the section. José demonstrates here
that he belong to the masters, especially in the second
part of the track, while Rodrigo explodes with his lyrical
expression skills, also especially in the second solo. All together this 17 minutes long track, with varying moods and
spirits, with an incredible level of solos and section support,
is a masterpiece! “Red Square” is a short abstract piece
with Rodrigo entering the piano and playing inside of it.
He uses similar techniques to those of Agustí Fernández,
yet the music is very different. Hernâni’s bowing and
prepared bass playing is wonderful. On “Old Metro” we
remain far from the more traditional free forms  already
the bowing introduction of Hernâni is “lyrically abstract”,
which José moves at the edge of the “fake sounds”.

The piano takes the lead in the end of the third minute 
Rodrigo plays a ery “spatial and cosmic” phrases, giving
also support to José’s fragmented improvisations. IN the
orgiastic nal we witness a collective eruption of feelings
and emotions, followed by a piece of peace afterward.
Great stuff!!! “Sunny Moscow” ends this wonderful set 
it is a slower and more lyrical track, evoking indeed melancholy of some of the most free recordings of Lee Konitz and Lennie Tristano.

Beautiful album, a paradigmatic Clean Feed sound, worth any sin!!! The design and artwork by Travassos, with clear allusions to the Russian Constructivism of Kasimir Malevich, Alexandra Exter, and Eli Lissitzky is really beautiful.

Maciej Lewenstein 

__________________________________

 

Aqui temos o saxofonista José Lencastre em outro contexto, com seu principal grupo, o Nau Quartet. A seu lado, os também portugueses Rodrigo Pinheiro (piano), Hernani Faustino (baixo) e João Lencastre (bateria), parceiros com quem já gravou dois belos exemplares anteriormente. O álbum traz, como indica o título, um concerto captado em Moscou em 20 de setembro de 2018, no DOM Cultural Center. A apresentação fez parte de uma turnê do quarteto pela Rússia, que também passou por São Petersburgo, Dubna e Yaroslavl. Com quatro temas, o disco abre com “Water Vodka”, marcada por uma linha de piano por sobre a qual o sax vai deslizando, adentrando aos poucos, atingindo ora pontos cortantes que despertam nossos sentidos (como ocorre lá pelos dois minutos,) ora passagens mais líricas, características do grupo. Pinheiro se mostra especialmente inventivo e envolvente neste primeiro tema, sempre preciso. Já “Old Metro” traz os momentos mais tocantes do concerto, com o sax entrando e saindo, vindo cada vez de forma mais intensa, enquanto piano e bateria vão ditando o clima de tensão que domina os espaços – tema inspiradíssimo. O Nau Quartet é um dos conjuntos mais interessantes da atualidade e mostra nesta gravação o quanto pode ser potente ao vivo – está aí um grupo que alguém poderia pensar seriamente em trazer para tocar por aqui. Fabricio Vieira 

________________________________________

 

Po kilku nowościach z szyldem 2020, powracamy do płyt, które ukazały się w roku ubiegłym, ale jeszcze nie zostały przeprowadzone przez ogień recenzenckich metafor Pana Redaktora. Dziś wybieramy nasz ulubiony, iberyjski kierunek i lądujemy w … Moskwie.

Czterech dobrze nam znanych i lubianych portugalskich improwizatorów, o definitywnie jazzowych inklinacjach, pojawiło się we wrześniu 2018 roku w moskiewskim centrum kulturalnym DOM i zagrało tam dwusetowy, interesujący koncert. Po roku z okładem, w ramach labelu Clean Feed, dostajemy 42 minutowy wywar z tamtego spektaklu, podzielony na cztery części. Płyta zwie się – tu bez zaskoczeń – Live in Moscow (CD, 2019), a podmiotem wykonawczy jest Nau Quartet, którego personalnym przewodnikiem jest saksofonista altowy José Lencastre. Obok niego, na perkusji jego brat João Lencastre oraz dwie trzecie słynnego RED Trio – Hernâni Faustino na kontrabasie i Rodrigo Pinheiro na fortepianie. Muzyka zawarta na płycie jest improwizowana (czy w pełni swobodnie, czy jednak wedle pewnych predefinicji, dokładnie nie wiemy – w każdym razie all music by Nau Quartet), samo zaś umieszczanie na każdej płycie (ta jest trzecia) nazwiska saksofonisty przed nazwą własną kwartetu, zdaje się być nieco mylące, albowiem próżno we współczesnym jazzie szukać formacji bardziej demokratycznej w zakresie wspólnego kreowania procesu improwizacji i snucia równoprawnej narracji w formule jak najbardziej open.

Nagranie z Moskwy otwiera solowa introdukcja bardzo łagodnie usposobionego alcisty. Tembr tuby po chwili nabiera pewnej szorstkości, a po niespełna minucie do gry wchodzi reszta muzyków. Narracja przypomina wytrawny cool jazz z delikatnie podchmielonym altem na czele. Fortepian płynie szeroką ławą, a cały kwartet zwinnie nabiera tempa i free jazzowego posmaku. Muzycy bystrze panują nad dramaturgią wydarzeń, świetnie się słuchają, w mgnieniu oka przechodzą ze stanu wzmożonej aktywności ku nostalgicznym tłumieniom. Krok od mainstreamu do free jazzu i z powrotem także nie zajmuje im więcej niż kilka nanosekund. W piątej minucie warto odnotować bardzo jazzowe solo fortepianu, w dziewiątej zaś wyjątkowo urokliwy pasus owej jakże barwnej, stylowej, prawdziwie portugalskiej saudade, nostalgii, która smakuje lizbońską nieoczywistością codziennej egzystencji. W drugiej części pieśni otwarcia, która trwa prawie siedemnaście minut, dużo dobrego robi alt, który snuje się po narracji, co rusz parskając zadziornymi frazami, i jak to zwykle w przypadku tego saksofonisty, wydaje z siebie dokładnie tyle dźwięków, ile wymaga aktualna sytuacja dramaturgiczna. W połowie trzynastej minuty ciekawa, minimalistyczna ekspozycja piana, czyniona na suchej sekcji z niebanalnym progresem. Na finał kwartet bez trudu wpada we free jazzową ekstazę, która zostaje równie efektownie wygaszona.

Druga opowieść, dla odmiany najkrótsza na płycie, stawia na kolektywne preparacje. Małe, zwinne percussion, saksofon i piano w podróży do dna dźwięku, gryf kontrabasu uderzany smyczkiem. Z tych drobin fonii muzycy kleją całkiem zgrabną opowieść. Trzeci odcinek także nie goni za eskalowaniem poziomu dźwięku – zatrwożony smyk kontrabasu, sucha tuba, piano w formule minimalistycznej. Narracja budowana jest z dużą swobodą, wydaje się też być pełna specyficznej łagodności, obycia scenicznego, dźwięków generowanych bez pośpiechu i nerwowych ruchów. Szczypta hippisowskiej zadumy, lekkość ducha – historia, której przewodzi piano, narasta i szuka free jazzu w zakamarkach sceny. Czyni to nad wyraz skutecznie, szybko osiągając aylerowską uczuciowość i coltrane’owską intensywność. Potem już tylko głęboki łyk nostalgii (choć bez utraty dynamicznych parametrów) i krok ku finałowej kipieli.

Czas na finałową partycję – suche dysze saksofonu, białe klawisze w całym spektrum tej barwy, ciche talerze i matowe tomy. Garść kameralistycznej abstrakcji, a potem na znak nieistniejącej batuty, szybki krok ku bardziej zwartej narracji. Świetną zmianę znów daje alt, który wyrywa kwartet na kolejną free jazzową przebieżkę. Każdy z muzyków stara się dokładać swoją złotą cegiełkę do wizerunku całego koncertu, każdy czyni to z dużą swobodą i artystyczną precyzją. Ekstatyczne zwieńczenie, pięknie zgaszone pod rozbudzonym altem. Andrzej Nowak